Zapisz na liście zakupowej
Stwórz nową listę zakupową

Jeśli mielibyśmy wybrać tylko jeden płaszcz, to…

2026-02-03
Jeśli mielibyśmy wybrać tylko jeden płaszcz, to…

…to być może każdy z nas skroiłby go po swojemu, ale z tej samej tkaniny. Panie i Panowie, oto wielki powrót - i szybkie pożegnanie - karawany wielbłądzich płaszczy w Poszetce!

Jeśli śledzicie naszego Instagrama, pewnie dotarła do Was zajawka pewnej wyjątkowej tkaniny, która trafiła w nasze ręce - trafiła szczęśliwie, można dodać, bo choć żyjemy w realiach, w których większość rzeczy jest dostępna od ręki (pozostaje tylko kwestia ceny), to są takie materiały, które spotyka się rzadko.


I choć wełna wielbłądzia ani nie ma półboskiego statusu wikunii, ani nie jest tak popkulturowo kojarzona z miękkością, szlachetnością i wysoką ceną jak kaszmir, to pokusiłbym się o stwierdzenie, że pod pewnymi względami stoi od nich wyżej.

Są przecież rzeczy, które jeśli nie są z niej wykonane, po prostu nie są takie same; nie są właśnie tym. Bo kamelowy płaszcz jest gatunkiem i referencją samą w sobie. Czymś, co cieszy się kultowym statusem w naszym światku.

Kojarzy się z nim nie tylko konkretny chwyt, ale i konkretny kolor, a nawet krój - a właściwie wiele krojów pod jednym parasolem, bo polo coat innemu płaszczowi polo nierówny. Ale o tym zaraz!


Najpierw o samej tkaninie.

Kilka lat temu popełniłem już tekst w temacie wielbłądziej wełny - “Miękki jak… camel” - wspominając o absolutnych podstaw jak to, że ta wełna jest delikatna; pochwaliłem jej zalety i doskonałe właściwości termoizolacyjne; wspomniałem o jej rzadkości i ograniczonej gamie kolorów*, która nadaje jej specyficzny charakter.

Wówczas jednak moje zachwyty skupiły się na wielbłądziej marynarce - uszyłem sobie takową w systemie MTM; ta sama tkanina trafiła także do kolekcji FW2022. To był tylko wstęp, opcja wagi lekkiej. O płaszczach wspomniałem ledwie przelotnie, obiecując Wam powrót do tematu przy lepszej okazji.

A tak naprawdę to od nich wypadałoby zacząć, bo od strony technicznej to tkanina dla nich wręcz stworzona.

*Na marginesie: tu warto dodać, o czym wtedy nie wspomniałem, że wpływa na to nie tylko ograniczona podaż, ale i fakt, że ciężko włosie wielbłąda wybielić, więc i ciężko zabarwić na ton inny niż bardzo ciemny i/lub intensywny).

Jasne, z każdej wełny możecie zrobić grubą płaszczówkę, ale nie każda wełna będzie tak samo ciepła przy tej samej gramaturze. I nie każda zrobi to w takim stylu!

Włosie wielbłąda ma specyficzną konstrukcję - dużo pustych przestrzeni w przekroju, które tworzą naturalną barierę izolacyjną (pomyślcie o ściankach termosu). Do tego, pojedyncze włókna są dość długie i cienkie, przez co da się je gęsto ze sobą spleść, tworząc tkaninę bardziej zbitą i mniej przewiewną niż na przykład zgrzebny tweed.

A to wszystko - ciepło, odporność na wiatr i (względna) na deszcz, w połączeniu z bardzo miłą teksturą - sprawia, że człowiek aż chciałby się tą wełną okryć i ochronić przed chłodem.


Takim pierwotnym “okryciem”, jeśli dłużej pomyśleć, były przecież nie tylko koce, narzuty i poncza, znane od setek lat, ale i pierwsze płaszcze polo.

Mogliście słyszeć historię o tym, jakoby fason ten narodził się pod koniec XIX wieku - brytyjscy gracze polo mieli narzucać na siebie przewiązywane pasem ni to płaszcze, ni to szlafroki, by nie zmarznąć w przerwie gry. Jako, że był to wówczas sport elit - w końcu do gry potrzebne były konie i sporo wolnego czasu - to wykorzystanie drogiej wełny wielbłądziej nie było żadnym problemem, za to bardzo miłym dla noszącego rozwiązaniem.

Jak wiele stylowych rozwiązań z tych kręgów, i to w ramach anglosaskiej kultury przesiąknęło za ocean, stając się w końcu częścią stylu Ivy League. Podobnie jak kołnierzyki button-down, wywodzące się z resztą z boisk tej samej dyscypliny, i ten płaszcz został wypromowany przez firmę Brooks Brothers, w latach 20. XX wieku.

Choć jeszcze we wczesnych latach 80. mogliście zobaczyć wiązany pasem szlafrokowy płaszcz na Richardzie Gere w “American Gigolo” - zaprojektowany notabene, jak wszystkie kostiumy do filmu, przez samego Giorgio Armaniego - to w międzyczasie krój ewoluował i upodobnił się do bardziej konserwatywnych płaszczy.

Archetyp polo coata zyskał guziki i stracił pas; pojawiła się brustasza (czasem nawet z patką), wywijane mankiety i inne dodatki. Dziś najczęściej spotkacie wersję z zapięciem 6x3 lub 6x2, podobną do płaszcza ulster, jednak bez charakterystycznego dragona (półpasa) i kontrafałdy w plecach. Obowiązkowo jednak z nakładanymi kieszeniami dolnymi.


Takiego całkowicie konserwatywnego płaszcza nie wybrał nikt z naszej ekipy.

Ze wspomnianej na początku tkaniny - ważącej 750g na metr bieżący stuprocentowej wełny wielbłądziej od Joshua Ellis - oprócz kilku do bólu klasycznych płaszczy MTO dla naszych klientów, powstały (lub właśnie powstają) kreacje zespołu Poszetki.

Tomek - i ja, niżej podpisany Mateusz - postawiliśmy na raglana. Raglana, który zaskakująco podobny jest do pierwowzorów gatunku, jednak w wersji z kieszeniami ciętymi!


Paweł postawił na wariant, który od przodu wygląda zwyczajnie - spojrzenie na plecy ujawnia jednak detale typowe dla płaszczy ulster. To też taki “płaszcz polo z twistem”.

Pozostałe realizacje zespołu Poszetki są w drodze - wełnę wielbłądzią wychwalamy nieprzypadkowo; praktycznie wszyscy się w niej zakochaliśmy.


Nie ukryjemy tego, że to częściowo nasza wina: cała belka tkaniny rozeszła się ekspresowo. W chwili, gdy piszę te słowa, zostały może dwa-trzy wolne sloty na zamówienie płaszcza z tej tkaniny.

Jeśli jesteś zainteresowany, zapraszamy do kontaktu na katowice@poszetka.com - być może ostatnia sztuka ze specjalnej edycji czeka właśnie na Ciebie?

Pokaż więcej wpisów z Luty 2026
pixel