Poszetka Worldwide
Hey there! We noticed that you want to access the Polish version of our store. Note that worldwide shipping is unavailable on the Polish version of the website. For purchases from abroad, you can only do it through the English website.
- Free shippingacross the EU for orders over 80€, and to the UK, Switzerland, and Norway for orders over 120€.
- 30 days to return the productwithout providing a reason.
- Worldwide delivery.
Jeśli mielibyśmy wybrać tylko jeden płaszcz, to…

…to być może każdy z nas skroiłby go po swojemu, ale z tej samej tkaniny. Panie i Panowie, oto wielki powrót - i szybkie pożegnanie - karawany wielbłądzich płaszczy w Poszetce!
Jeśli śledzicie naszego Instagrama, pewnie dotarła do Was zajawka pewnej wyjątkowej tkaniny, która trafiła w nasze ręce - trafiła szczęśliwie, można dodać, bo choć żyjemy w realiach, w których większość rzeczy jest dostępna od ręki (pozostaje tylko kwestia ceny), to są takie materiały, które spotyka się rzadko.

I choć wełna wielbłądzia ani nie ma półboskiego statusu wikunii, ani nie jest tak popkulturowo kojarzona z miękkością, szlachetnością i wysoką ceną jak kaszmir, to pokusiłbym się o stwierdzenie, że pod pewnymi względami stoi od nich wyżej.
Są przecież rzeczy, które jeśli nie są z niej wykonane, po prostu nie są takie same; nie są właśnie tym. Bo kamelowy płaszcz jest gatunkiem i referencją samą w sobie. Czymś, co cieszy się kultowym statusem w naszym światku.
Kojarzy się z nim nie tylko konkretny chwyt, ale i konkretny kolor, a nawet krój - a właściwie wiele krojów pod jednym parasolem, bo polo coat innemu płaszczowi polo nierówny. Ale o tym zaraz!



Najpierw o samej tkaninie.
Kilka lat temu popełniłem już tekst w temacie wielbłądziej wełny - “Miękki jak… camel” - wspominając o absolutnych podstaw jak to, że ta wełna jest delikatna; pochwaliłem jej zalety i doskonałe właściwości termoizolacyjne; wspomniałem o jej rzadkości i ograniczonej gamie kolorów*, która nadaje jej specyficzny charakter.
Wówczas jednak moje zachwyty skupiły się na wielbłądziej marynarce - uszyłem sobie takową w systemie MTM; ta sama tkanina trafiła także do kolekcji FW2022. To był tylko wstęp, opcja wagi lekkiej. O płaszczach wspomniałem ledwie przelotnie, obiecując Wam powrót do tematu przy lepszej okazji.
A tak naprawdę to od nich wypadałoby zacząć, bo od strony technicznej to tkanina dla nich wręcz stworzona.
*Na marginesie: tu warto dodać, o czym wtedy nie wspomniałem, że wpływa na to nie tylko ograniczona podaż, ale i fakt, że ciężko włosie wielbłąda wybielić, więc i ciężko zabarwić na ton inny niż bardzo ciemny i/lub intensywny).


Jasne, z każdej wełny możecie zrobić grubą płaszczówkę, ale nie każda wełna będzie tak samo ciepła przy tej samej gramaturze. I nie każda zrobi to w takim stylu!
Włosie wielbłąda ma specyficzną konstrukcję - dużo pustych przestrzeni w przekroju, które tworzą naturalną barierę izolacyjną (pomyślcie o ściankach termosu). Do tego, pojedyncze włókna są dość długie i cienkie, przez co da się je gęsto ze sobą spleść, tworząc tkaninę bardziej zbitą i mniej przewiewną niż na przykład zgrzebny tweed.
A to wszystko - ciepło, odporność na wiatr i (względna) na deszcz, w połączeniu z bardzo miłą teksturą - sprawia, że człowiek aż chciałby się tą wełną okryć i ochronić przed chłodem.

Takim pierwotnym “okryciem”, jeśli dłużej pomyśleć, były przecież nie tylko koce, narzuty i poncza, znane od setek lat, ale i pierwsze płaszcze polo.
Mogliście słyszeć historię o tym, jakoby fason ten narodził się pod koniec XIX wieku - brytyjscy gracze polo mieli narzucać na siebie przewiązywane pasem ni to płaszcze, ni to szlafroki, by nie zmarznąć w przerwie gry. Jako, że był to wówczas sport elit - w końcu do gry potrzebne były konie i sporo wolnego czasu - to wykorzystanie drogiej wełny wielbłądziej nie było żadnym problemem, za to bardzo miłym dla noszącego rozwiązaniem.
Jak wiele stylowych rozwiązań z tych kręgów, i to w ramach anglosaskiej kultury przesiąknęło za ocean, stając się w końcu częścią stylu Ivy League. Podobnie jak kołnierzyki button-down, wywodzące się z resztą z boisk tej samej dyscypliny, i ten płaszcz został wypromowany przez firmę Brooks Brothers, w latach 20. XX wieku.


Choć jeszcze we wczesnych latach 80. mogliście zobaczyć wiązany pasem szlafrokowy płaszcz na Richardzie Gere w “American Gigolo” - zaprojektowany notabene, jak wszystkie kostiumy do filmu, przez samego Giorgio Armaniego - to w międzyczasie krój ewoluował i upodobnił się do bardziej konserwatywnych płaszczy.
Archetyp polo coata zyskał guziki i stracił pas; pojawiła się brustasza (czasem nawet z patką), wywijane mankiety i inne dodatki. Dziś najczęściej spotkacie wersję z zapięciem 6x3 lub 6x2, podobną do płaszcza ulster, jednak bez charakterystycznego dragona (półpasa) i kontrafałdy w plecach. Obowiązkowo jednak z nakładanymi kieszeniami dolnymi.

Takiego całkowicie konserwatywnego płaszcza nie wybrał nikt z naszej ekipy.
Ze wspomnianej na początku tkaniny - ważącej 750g na metr bieżący stuprocentowej wełny wielbłądziej od Joshua Ellis - oprócz kilku do bólu klasycznych płaszczy MTO dla naszych klientów, powstały (lub właśnie powstają) kreacje zespołu Poszetki.
Tomek - i ja, niżej podpisany Mateusz - postawiliśmy na raglana. Raglana, który zaskakująco podobny jest do pierwowzorów gatunku, jednak w wersji z kieszeniami ciętymi!

Paweł postawił na wariant, który od przodu wygląda zwyczajnie - spojrzenie na plecy ujawnia jednak detale typowe dla płaszczy ulster. To też taki “płaszcz polo z twistem”.
Pozostałe realizacje zespołu Poszetki są w drodze - wełnę wielbłądzią wychwalamy nieprzypadkowo; praktycznie wszyscy się w niej zakochaliśmy.

Nie ukryjemy tego, że to częściowo nasza wina: cała belka tkaniny rozeszła się ekspresowo. W chwili, gdy piszę te słowa, zostały może dwa-trzy wolne sloty na zamówienie płaszcza z tej tkaniny.
Jeśli jesteś zainteresowany, zapraszamy do kontaktu na katowice@poszetka.com - być może ostatnia sztuka ze specjalnej edycji czeka właśnie na Ciebie?