Zapisz na liście zakupowej
Stwórz nową listę zakupową
SuperBezpieczneTM zakupy
SuperFair.Shop badge

Męskie, ale damskie

2024-02-05
Męskie, ale damskie

Zazdroszczę kobietom tego, jak łatwo przychodzi im pożyczanie “naszych”, męskich rzeczy. Ba, zdarza się, że w tych samych ubraniach wyglądają lepiej!

Za przykład wystarczy wziąć Asię, Gabrysię i Dominikę, które przewijały się na zdjęciach w tym sezonie, naturalnie wpasowując się w klimat sesji i kolekcji - w studio, w domu, nad Bałtykiem. Cóż, to po prostu działa; wygląda inaczej, wygląda dobrze.

 

Owszem, to nie jest tak, że każda jedna rzecz pożyczona z męskiej szafy zyska na urodzie w damskich rękach - to zawsze będzie coś innego niż stuprocentowa klasyka na modelu - ale myślę, że możemy się czegoś od dziewczyn w męskich ciuchach nauczyć… lub chociaż podsunąć ich zdjęcia naszym partnerkom/przyjaciółkom/znajomym w ramach inspiracji, licząc się z tym, że to nasze rzeczy mogą potem chcieć pożyczać.

Z tym akurat ostatnim osobiście nie mam problemu. Cieszę się, gdy coś komuś (zazwyczaj żonie) użyczam. Przyznam, że czuję się wtedy tak, jakbym poprzez ten gest zapraszał inną osobę do świata dobrych ciuchów; jakbym mówił “witaj w klubie”. Tak, naiwne z mojej strony, ale przyznacie, że myśl, że nasze ładne ubrania podobają się nie tylko nam, potrafi być satysfakcjonująca, prawda?

 

Swoją drogą, taka mała dygresja: mam wrażenie, że część z nas, panów, boi się pożyczać paniom swoje rzeczy nie ze względu na perspektywę ich uszkodzenia, a ze względu na nieuzasadniony lęk o sfeminizowanie danej rzeczy - inaczej mówiąc, obawę o to, że skoro coś pasuje do damskiego zestawu, to nie jest wystarczająco męskie. Myślę, że problemem jest tu kwestia kulturowa; konieczność zmierzenia się z przekonaniem, że wymiana tylko w jedną stronę jest akceptowalna. Być może jest ono zakorzenione w tym, że w XX-wiecznej historii to kobiety częściej wchodziły w role (tradycyjnie) męskie niż mężczyźni w żeńskie, a w przyszłości się jeszcze zmieni… ale nie jestem antropologiem ani socjologiem, więc nie będę wchodzić tu w dalsze rozważania.

Ważne, że nie ma się czego bać, serio - w końcu i tak chodzi tu o pożyczenie (i zwrot!) ubrań, które powstały jako męskie i męskie pozostaną nawet, gdy nosi je kobieta.

 

Lepiej skupić się na szukaniu plusów, czyli de facto przyczyny, dla której kobiety mogą być zainteresowane męskimi rzeczami. W dzisiejszych czasach to zazwyczaj nasze ubrania oferują lepszy stosunek jakość/cena, są szyte z lepszych tkanin, a kwota, którą trzeba za nie zapłacić, ma więcej wspólnego z rzeczywistymi kosztami produkcji niż tylko designem/marką.

To już w sumie argument nie tylko na pożyczanie, a wręcz na robienie zakupów na męskim dziale; niektóre rzeczy są tak dobre, że dla dobra większości mogłyby być potraktowane jako unisex. Dotyczy to zwłaszcza ubrań typu basic - bezpiecznych wyborów, które mogą stanowić podstawę szafy, są praktyczne i uniwersalne oraz (z grubsza) nie podlegają trendom.

 

Jeszcze mówiąc o ubraniach typu unisex, bez jasnego podziału oferty na płeć, warto przywołać estetykę stylu preppy/Ivy League, w której często zacierają się granice pomiędzy tym, co stereotypowo damskie, a co męskie. W takich lookbookach i dziewczyny, i chłopaki, noszą się podobnie do siebie - ich swetry, koszule OCBD, spodnie chino, czapki bejsbolówki, czy nawet koszulki polo, różnią się tylko rozmiarówką, zwykle też minimalnie krojem. Kolory się mieszają; mężczyźni często występują w różach, seledynach i łagodnych pastelach, a kobieta w szaro-granatowym zestawie koordynowanym nikogo nie dziwi.

To akurat ciekawy przykład tego, jak tradycja pożyczania rzeczy, przekazywania ich z rąk do rąk oraz “donaszania” do końca, póki rzecz się do noszenia nadaje, umocowała męskie rzeczy w damskich garderobach do tego stopnia, że te obecnie, po niewielkich zmianach, są dostępne na działach z modą dla kobiet. Wiecie, to z tego wzięła się tak niezręcznie odgrzewana dziś stylistyka old money.

Okej, ale wróćmy do tematu dosłownego podkradania z mody męskiej, a nie tylko czerpania inspiracji: co panie mogą brać z szaf panów?

 

Po pierwsze, dzianiny - bez zastanowienia. Dobry sweter to coś, o czym ciężko mówić w podziale na “męski” i “damski”. Kroje z reguły są proste, sylwetka nie odgrywa dużej roli w dopasowaniu, przedmiot dostosowuje się do ciała noszącego. Rozmiar dobrać jest łatwo, a przy dużej różnicy rozmiarów zawsze można świadomie iść w oversize.

Kolor to sprawa indywidualna; kwestia gustu, karnacji, preferencji. Surowiec? Dobra wełna, merynos czy szetland, kaszmir czy alpaka, wszystkich grzeje równo. Podatność na tzw. “drapanie” też może dotknąć każdego, bez względu na płeć.

 

W drugiej kolejności: koszule. Nie jest aż tak łatwo, jak ze swetrami, ale to nadal prosta sprawa. Motyw kobiety w za dużej męskiej koszuli jest szeroko obecny w popkulturze; damskie stylizacje z białą czy błękitną koszulą to dobrze zbadany temat i coś, co po prostu wygląda dobrze i jest wygodne. Tu polecam zwłaszcza koszule z grubszych tkanin, np. bawełny oxford lub flaneli, bo raz, że schludnie się układają jako oversize, dwa, że przyjemnie się je nosi, a trzy, że są rzadko są obecne w modzie damskiej, więc tym bardziej warto skorzystać!

Trudniej jest ograć koszulę dopasowaną - ciężko jest trafić z właściwym rozmiarem. Rękawy są zazwyczaj za długie, nie tylko ze względu na wzrost, ale i linię ramion; różnica obwodów pomiędzy biustem a talią wymaga inaczej poprowadzonych zaszewek. W większości przypadków od męskiej koszuli w “mniej więcej dobrym” rozmiarze (lub po przeróbkach krawieckich) lepiej będzie wyglądać koszula uszyta od podstaw z myślą o damskiej sylwetce.

 


Dalej: marynarki, bardzo ciekawy temat. Posunąłbym się do stwierdzenia, że w tych krojonych po męsku kobiety często wyglądają lepiej niż w damskich żakietach, zwłaszcza, jeśli chcą je nosić do spodni. Podział sylwetki na pół jest generalnie korzystny niezależnie od wzrostu i sylwetki; wiele stylizacji skorzysta na marynarce dłuższej, a nie takiej, która ściąga całą uwagę na pośladki, kończąc się tuż nad biodrami. Do tego klasyczny krój, wygodniejsze dopasowanie, głębsze kieszenie - same plusy, nie tylko w biurowo-biznesowym świecie, ale i po prostu, na codzień.

Ciekawym pomysłem może być też uszycie marynarki (lub nawet całego garnituru) na miarę, na bazie męskiego szablonu, ale według wymiarów ściągniętych z damskiej sylwetki. Odchodzi wtedy problem z szerokością ramion i długością rękawów, można poeksperymentować też z obwodami i zdecydować, jakie ma być dopasowanie. Oczywiście, to już bardziej skomplikowana sprawa, wychodząca ponad zwykłe “pożyczanie” - ale zostawiam pomysł do przemyślenia, polecam obejrzeć też realizacje MTM Gabrysi z naszego zespołu.

 

I jak już o garniturze mowa, przejdźmy wreszcie do spodni. Tu jest najtrudniej, bo bardzo dużo zależy od sylwetki; typowe proporcje obwodu pasa do obwodu bioder znacznie się różnią pomiędzy męskimi a damskimi krojami. Niestety, czasem pożyczenie męskich spodni po prostu odpada, z samego względu na wygodę i dopasowanie.

Nie zapominajmy jednak o tym, że nie bez powodu istnieje coś takiego jak spodnie “boyfriendy” - w zamyśle krojone po męsku, teoretycznie o kilka rozmiarów w pasie za duże, ale zwężone lub chociaż ściśnięte paskiem, przy nadal szerokich nogawkach. W zależności od figury i preferencji, to może być dobra opcja. Przymierzyć nie zaszkodzi.

 

W końcu rzecz, przy której nie ma problemu z rozmiarem: akcesoria. Prawdziwy unisex/one size/itp. - bez ograniczeń.

Poszetki w rozmiarze 40x40 cm można wiązać pod szyją jak apaszki, wyglądają dobrze nie tylko na mężczyznach. Szaliki? Męskie często mają lepsze składy i dzięki temu lepiej chronią przed zimnem, nawet, jeśli bywają węższy. Czapki? Zależy od fryzury, ale generalnie czapki z daszkiem i beanie pasują na każdą głowę.

Osobno potraktujmy krawaty - tu wchodzimy na terytorium przebrania, ale jeśli miałaby to być zabawa stylem, to czemu nie? Wystarczy przypomnieć sobie Diane Keaton w Annie Hall i jej zestaw z szerokimi chino, białą koszulą, kamizelką i krawatem. Niby męsko, a jednak po damsku; da się to zrobić z lekkością, nie tylko z powagą.

 

A w drugą stronę? Czy my, mężczyźni, coś jednak możemy pożyczyć od kobiet?

Miałem nie wchodzić w ten temat, ale chciałbym krótko wspomnieć o apaszkach - to ta rzecz, którą możemy i powinniśmy brać, zwłaszcza w czasach powszechnego odchodzenia od krawatów. W końcu dobrze jest mieć możliwość zawiązania czegoś pod szyją, wprowadzenia dodatkowego koloru i wzoru, bez podnoszenia formalności zestawu.

Nieprzekonanym przypomnę jeszcze, że apaszka i krawat mają właściwie ten sam rodowód, wystarczy popatrzeć na portrety postaci z XVII i XVIII wieku i poczytać trochę o historii. Ewentualnie, żeby nie cofać się tak bardzo, spojrzeć chociaż na kowbojskie bandany. Jeśli komuś historyczne uzasadnienie miałoby pomóc oswoić nową rzecz w szafie - bardzo proszę!

Nie ma jednak co ukrywać, że lepsze apaszkowe inspiracje współcześnie podpatrzymy u kobiet niż na starych zdjęciach. W ramach eksperymentu, przed zakupem własnej można w ramach testów pożyczyć chustkę od partnerki (albo mamy, albo babci, albo znajomej!) i ponosić ją na szyi.

Tyle chyba możesz zaryzykować dla stylu, prawda?

 

Także: drogie panie - pożyczajcie rzeczy od panów. Panowie - pożyczajcie rzeczy paniom… a czasem podkradajcie apaszkę w rewanżu.

Alternatywnie, szukajcie razem ciekawych rzeczy w męskich markach i na męskich działach. Bo czy nie fajnie, gdy wszyscy mogą nosić po prostu równie dobre ubrania?

 

Pokaż więcej wpisów z Luty 2024
Zaufane Opinie IdoSell
4.90 / 5.00 5305 opinii
Zaufane Opinie IdoSell
2024-07-10
Ogólnie spinki są bardzo ładne, ale kolor niebieski Agatu przyszedł biały :(
2024-07-07
Wszystko w najlepszym porządku!
pixel