Zapisz na liście zakupowej
Stwórz nową listę zakupową

Newcastle… Ouseburn dla odmiany!

2026-09-18
Newcastle… Ouseburn dla odmiany!

Jeszcze przed wylotem do Newcastle, przeglądając lokalizacje na sesję zdjęciową naszej nowej kolekcji, natrafiłem na miejsce, które urzekło mnie już z perspektywy Google Maps. Zrewitalizowana dzielnica z artystyczną duszą, gastronomią, kultowymi barami i wijącą się rzeką z zaporą… Mój katowicki, pajęczy zmysł od razu podpowiedział, że musimy tam spędzić przynajmniej jeden dzień.

To był strzał w dziesiątkę. Zapraszam na wycieczkę i krótki photo walk po najciekawszej miejscówce w Newcastle!

(W tytule nawiązałem do hasła promocyjnego Katowic — idealnie oddaje ono charakter Ouseburn, które tak, jak moje rodzinne miasto, przechodzi drogę od ciężkiego przemysłu do kulturalnej kryjówki).


Baza wypadowa: Hotel du Vin

Naszą bazą został wiktoriański Hotel du Vin, zawieszony pomiędzy ścisłym centrum a Ouseburn. Świetna baza wypadowa. To tam też opanowaliśmy sztukę split the G przy kuflu Guinessa — ale to już historia na osobny wpis.

Zacznijmy od rysu historycznego. Nazwa Ouseburn wywodzi się bezpośrednio z geografii i w dosłownym tłumaczeniu oznacza „potok Ouse” (Ouse burn), który przepływa przez dolinę i wpada do rzeki Tyne. W XIX wieku było to jedno z najgęściej uprzemysłowionych i zanieczyszczonych miejsc w całej północno-wschodniej Anglii. Niewielki strumień stanowił kluczową arterię transportową dla huty żelaza, zakładów mechanicznych czy tkalni lnu The Ouseburn Linen Works. Wytwarzano tu przędzę lnianą, z której powstawały ubrania, płótna żaglowe oraz liny.




Oaza w sercu przemysłu: Ouseburn Farm

Mówiąc o tej dzielnicy, nie sposób pominąć Ouseburn Farm. To charytatywna farma miejska, założona przez lokalnych mieszkańców, na terenie dawnego składowiska odpadów przemysłowych. Dziś to zielona enklawa, która oferuje bezpłatny wstęp i pozwala dzieciom oraz dorosłym na bliski kontakt ze zwierzętami gospodarskimi. Trochę przypomina to koncept naszych rodzimych ogrodów działkowych - kto wie, może również z myślą „zapewnić masom pracującym tanie źródło witamin i zdrowego odpoczynku po pracy” ;)


Kultura folkowa i Beer Act: The Cumberland Arms

Ruszając dalej, trafiamy na nasz pierwszy lookbookowy spot — The Cumberland Arms. Historia tego pubu sięga lat 30. XIX wieku, kiedy to brytyjski parlament uchwalił tzw. Beer House Act, ustawę mającą odciągnąć klasę robotniczą od mocnych alkoholi na rzecz piwa. Zwykli obywatele, po uiszczeniu niewielkiej opłaty, mogli warzyć i sprzedawać piwo we własnych domach.

Tak też się stało w dawnym domu robotniczym Johna Lightfoota, który sprzedawał piwo wprost ze swojego salonu. Biznes rozwijał się tak prężnie, że pod koniec XIX wieku uzyskał pełną licencję, stając się oficjalnym pubem. Dziś The Cumberland Arms to absolutne serce muzyki folkowej i tradycyjnego tańca Rapper dance. Wnętrze z ciemnymi, drewnianymi panelami, kominkiem i szafą grającą niemal nie zmieniło się od dekad. Z dużego tarasu przed pubem można podziwiać panoramę całej doliny przy kuflu lokalnego cydru lub piwa rzemieślniczego.





Aromaty benzyny to również brytyjskie rzemiosło

Zataczając pętlę, trafiliśmy na warsztat, który od ponad 40 lat specjalizujący się w naprawie aut marek Rolls-Royce i Bentley. 800 metrów kwadratowych powierzchni wypchanej po brzegi historią motoryzacji. Zakład od początku zajmuje się samochodami tylko tych dwóch producentów. Na podnośnikach mijaliśmy rzadkie modele z lat 30. XX wieku (jak przedwojenne 20/25 HP), powojenne Silver Cloud, Silver Shadow oraz kultowe Arnage i Mulsanne, a do tego kilka nowoczesnych Continentali. Przemiła ekipa starszych panów z iście brytyjskim poczuciem humoru chętnie poświęciła nam dłuższą chwilę, opowiadając o pracy i pozwalając na swobodne szukanie ujęć. Niezwykłe, rzemieślnicze miejsce z niepowtarzalnym klimatem do zdjęć!






Finał przy kranie: The Tyne Bar

Na koniec dotarliśmy do The Tyne Bar. Jego historia sięga połowy XIX wieku i idealnie odzwierciedla transformację całej dzielnicy — od mrocznego, portowego zakątka dla marynarzy i dokerów po artystyczne serce Newcastle. To właśnie tam powstała znaczna część naszego lookbooka, a selekcję i obróbkę zdjęć robiliśmy przy kuflu lanego Augustiner Brau.

[przyp. redakcji - to nie tak, że lokalnych piw nie próbowaliśmy, ale Tomek forsował swojego faworyta…]





Ouseburn ujęło nas autentycznością, szacunkiem do własnej historii i klimatem, który idealnie zgrał się z charakterem naszych luźniejszych, kolorowych ubrań i warstwowych zestawów — tych bez marynarki. Jeśli kiedykolwiek zawitacie do Newcastle, koniecznie zboczcie z utartych szlaków właśnie w te strony… dla odmiany!
Pokaż więcej wpisów z Wrzesień 2026
pixel