2021-08-16

Dziennik Podróży Vol. 2

Dziennik Podróży Vol. 2

Sintra, koniec Europy i Usta Piekieł

 

Autor: Łukasz Lenczyk

Perła w koronie Portugalii — tak mówią o Sintrze i nie jest to rzucanie słów na wiatr.

 

 

 

 

 

To małe miasteczko, położone na północny zachód od Lizbony ma w sobie coś wyjątkowego. Górski krajobraz i unoszące się nad miastem chmury nadają mu wyjątkowego klimatu.

 

Spacer po wąskich uliczkach, gdzie wiele kamienic zachwyca kolorami swoich mozaik, doprowadził nas do Quinta da Regaleira — pięknego parku, który od razu przywodzi na myśl skojarzenia z barcelońskim parkiem Guell. Espadryle świetnie sprawdziły się podczas spacerów w takich warunkach. Zresztą nie tylko one, również len jak zawsze zdał egzamin.

 

Z Sintry jest już naprawdę niedaleko na Cabo da Roca, najdalej na zachód wysunięty punkt w Europie kontynentalnej. Klify ciągną się na południe, wzdłuż wybrzeża i prowadzą nas do niebywałej formacji skalnej, jaką jest Boca do Inferno — to znaczy Usta Piekieł.

 

 

 

 

 


Lizbona i portugalskie słońce, saudade i Fado

 

Wyjazd do Portugalii nie byłby kompletny bez wizyty w jej pięknej stolicy. Po krótkiej przeprawie promem przez rzekę Tag (rozwiązanie to okazało się szybsze i tańsze od przejazdu jednym z dwóch wielkich mostów), dostaliśmy się wprost do malowniczej Bairro Alto. Mimo wczesnej pory Lizbona przywitała nas mocnym słońcem, ale byliśmy przygotowani. Dobrze jest nosić to, co sprawia nam przyjemność, nawet gdy temperatura idzie w górę. Komfort zapewnił mi len i jedwab. 

 

 

 

Każdy zakątek tego miejsca wygląda jak kadr z widokówki. Cały dzień spędziliśmy, włócząc się po wąskich, stromych uliczkach, ciesząc oczy i przyglądając się życiu mieszkańców. W takiej atmosferze zapomina się o codziennej bieganinie. Tutaj nikt nikomu nie przeszkadza, wszystko toczy się swoim tempem.

 

Tuż obok kościoła Św. Dominika, który wywarł na nas ogromne wrażenie, zrobiliśmy obowiązkową przerwę na kieliszek Ginjiha. Po kilku latach od poprzedniej wizyty smakuje lepiej, niż zapamiętałem. To był nasz dzisiejszy aperitif. 

 

 
 

 

 

 

 

Słońce zachodziło coraz niżej, a my mimochodem zbliżamy się do Alfamy. Po drodze zrobiliśmy krótki postój, by nabrać sił przed wieczorem. Santa Pausa, bo tak nazywała się knajpa, gdzie niemalże spadliśmy ze schodów, wpisała się idealnie w nastrój dnia. 

 

Wino, ser i kawa nie są tutaj drogie — jak opowiedziała nam zaprzyjaźniona mieszkanka Lizbony — bez tego Portugalczycy nie mogą się obejść. Wiele może się wydarzyć, ale jeśli ceny tych produktów pójdą w górę, w kraju zacznie się strajk generalny — dodała ze śmiechem. Kończąc posiłek, usłyszeliśmy pierwsze dźwięki dochodzące z zaułków dzielnicy Fado. Tak zakończyliśmy dzień.

 

 

 

Zaufane Opinie IdoSell
4.88 / 5.00 1387 opinii
Zaufane Opinie IdoSell
2020-09-30
Jak zawzxr świetnie
2020-10-06
Obsługa jak zawsze super
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel